Gdy zjawa zniknęła, bardzo chciałam rzucić się Gabrielowi na szyje. Miałam poczucie, że to właśnie powinnam zrobić, ale stchórzyłam.
- Taki był plan. - wytłumaczył się chłopak, a ja wcale nie byłam z tego zadowolona. Myślałam, że to... ach, właściwie sama nie wiem co sobie myślałam...
- Zbieramy się. - oznajmiłam nie pytając go o zdanie i po chwili byliśmy znów w drodze.
- Gabriel,ja...- zaczęłam, chcąc w jakikolwiek sposób rozluźnić wystarczająco napiętą atmosferę. W tej chwili koń zatrzymał się przy jeziorze, a chłopak zeskoczył z niego i ściągnął mnie za sobą. Zrzucił z siebie koszulkę, a ja odruchowo odwróciłam wzrok, bo dla dziewczyny z dobrego domu trzymającej się kurczowo jednego chłopaka przez długi okres czasu, widok innego chwalącego się swoim idealnie wyrzeźbionym torsem był dość szokujący.
- No co? - zapytał i rzucił na konia swoją bluzkę, po czym wyciągnął do mnie rękę i uśmiechnął się szarmancko.
- Co ptaszyno, boisz się wody? - zapytał jawnie ze mnie drwiąc. Po wypadku, jeśli tak można to nazwać, miałam uraz do wody i dla każdego człowieka było to oczywiste. Cóż, Gabriel starał się ukryć pozostałe w nim ludzkie cechy, więc jego zachowanie wcale mnie nie zdziwiło. Nie miałam zamiaru jednak pokazywać mu jakichkolwiek części mojego ciała inaczej niż przykładając mu pięść do czoła, więc skierowałam się z powrotem do klaczy. Gabriel złapał mnie za włosy i przyciągnął do siebie, po czym podniósł mnie do góry i mimo moich protestów za nic nie chciał umieścić mnie z powrotem na ziemi. Słońce grzało mnie w plecy, a on bezczelnie robił sobie ze mnie źródło cienia. Miałam ochotę wskoczyć do wody nie zważając na jej temperaturę, ale on nadal był ku temu przeszkodą.
- Puść mnie do cholery jasnej! - wydarłam się i kopnęłam go w brzuch. Był to jeden z moich wielu nieprzemyślanych czynów i po kilku sekundach wylądowałam w wodzie. Była zimniejsza niż przewidywałam. Drżałam, starając się utrzymać na powierzchni, bo w ostatnim czasie moja zdolność do pływania całkowicie zaniknęła, o ile była kiedykolwiek. Usatysfakcjonowany chłopak wskoczył do wody i zniknął mi z oczu. Właściwie nie przejęłabym się faktem, że długo się nie wynurzał, ale potrzebowałam przewodnika. Byliśmy już tak blisko odpowiedzi, więc głupio byłoby go tak po prostu zgubić w lodowatym jeziorze...
Zaczęłam go wołać, odwlekając do ostatniej minuty decyzję o zanurkowaniu. Wspomnienie o zalewającym się wodą autobusie wciąż wbijało się w moje serce jak tępy nóż dzierżony przez najbliższą mi osobę.
Zdecydowałam się w końcu na ten dość ryzykowny w moim przypadku krok i zanurzyłam się, łapiąc możliwie jak najwięcej powietrza. Nic nie widziałam, tylko po omacku błądziłam w chłodnej przestrzeni licząc na to, że trafię na towarzysza. Nie minęło pięć minut, jak trafiłam w objęcia pół-smoka.
Wylecieliśmy z wody. Mogę przysiąc, że nie ma nic piękniejszego, niż widok rozwijających się do lotu smoczych skrzydeł. Nie widziałam tego za dobrze, bo Gabriel wciąż mnie trzymał, ale wyobrażałam sobie, jak majestatyczne muszą być smoki w całej swojej świetności, a nie tylko ich dalecy krewni ukryci w ludzkich ciałach.
- Nie wierzę, że wystarczyło mi kilka dni... - wymamrotał wtulając się we mnie, a ja delektowałam się wiatrem uderzającym w nasze zmarznięte, przemoczone ciała. Dopiero w tej chwili do mnie dotarło, że nie jestem nawet w najmniejszym stopniu tak dojrzała emocjonalnie jak mi się wydawało. Jestem naiwnym dzieciakiem, który ma problem z odnalezieniem własnego ,,ja''. A serce delikatnie daje rozumowi do zrozumienia, że jest frajerem i nie ma w tej walce szans.
czwartek, 10 kwietnia 2014
piątek, 14 lutego 2014
Rozdział 3 cz. 2
Zatrzymaliśmy się w jakiejś gospodzie. W powietrzu unosił się smród alkoholu i stałych klientów pobliskiego baru. To miejsce lata świetności miało już dawno za sobą. Podeszłam do lady i uderzyłam w dzwonek, by wezwać jakiegokolwiek pracownika. Pojawił się niziutki mężczyzna z pozawijanym, cienkim wąsem i łysiną. Jego krzywy nos śmieszył mnie tak bardzo, że z trudem powstrzymałam wybuch śmiechu.
-Czym mogę służyć? - zaskrzeczał.
-Moglibyśmy wynająć dwa pokoje na jedną noc?- zapytał grzecznie Gabriel
- Mamy jeden dla nowożeńców. Jesteście chociaż zaręczeni? Głupi nie jestem i nie dam wam pokoju, jak nie jesteście! - mówił swoim denerwującym głosem, który ranił moje uszy, pracownik.Już chciałam wyjść i szukać innego miejsca, ale Gabriel złapał mnie mocno za rękę. Nawet nie zauważył, że przesadził i zrobił mi krzywdę. Syknęłam z bólu i ponownie stanęłam obok niego.
-Jesteśmy, daj klucze. - odpowiedział dziwakowi chłopak, a ja sama nie wiedziałam, czy się wściekać, czy zaakceptować jego z pozoru niewinne kłamstwo. Rzucił na ladę monetę i dosłownie wyrwał pracownikowi klucz z ręki, po czym zaciągnął mnie po schodach na górę i puścił dopiero, gdy stanęliśmy przed drzwiami.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo, spaliśmy już kiedyś w jednym pokoju i jakoś dojdziemy do porozumienia. - rzucił nieprzyjemnie, a ja miałam ochotę go udusić. Weszliśmy do jednego z najlepszych pokoi w tej zabitej deskami dziurze. Było duże, czyste łóżko, małe,zasłonięte różowym materiałem okno, komoda i lustro a do tego stojący na etażerce przy łóżku wazon z różami. Od razu usiadłam na łóżku, żeby dać nogom odpocząć po godzinnym poszukiwaniu w mieście miejsca do snu i odprowadzeniu Flory do pobliskiej stajni. Miałam nadzieję, że te świry nic jej nie zrobią!
-Nie uważasz, że jego pytanie było dziwne? -zapytałam podejrzliwie Gabriela. Normalnie w takich miejscach bierze się co jest i nikogo nie interesują szczegóły czy życie prywatne gości.
-Nie wiem, może. - odpowiedział i upadł na pościel. Zdjął buty i ułożył się wygodnie nie zważając na moją osobę. Skoro jemu moja obecność nie sprawiała żadnych problemów, to i ja nie miałam powodu do narzekania. Po prostu się położyłam jak najdalej od niego mogłam i starałam się zasnąć patrząc na powiewającą na wietrze dostającym się do pokoju przez pęknięcie w szkle zasłonkę. Przechodziły mnie dreszcze, bo w pokoju było dość chłodno i nawet wyjątkowo miękka kołdra nie pomagała. Fakt, że razem ze mną znajdował się pod nią drugi człowiek z ciepłym ciałem także nie pomagał. Wydawało mi się, że Gabriel zasnął...
Historia o mściwej zjawie dodatkowo mnie niepokoiła, bo przecież wciąż pałałam uczuciem do Lukasa... albo i nie...
Miałam nadzieję, że talizman, który kiedyś dostałam od ukochanego, i przed tym potworem mógł mnie uchronić. Właściwie było mi żal tej kobiety. Był to kolejny dowód na to, jak okropni potrafią być ludzie...
Chłód jak i mroczna wizja potencjalnego niebezpieczeństwa sprawiły, że zaczęłam drżeć.
- Alex? -wypowiedział moje imię Gabriel. Zawahałam się przed odwróceniem twarzy w jego stronę, a gdy to zrobiłam, jego usta od razu nieśmiało musnęły moje. Byłam w niesamowitym szoku, ale pozwoliłam mu obdarzyć się czułym pocałunkiem. Był pochylony nade mną i dzięki temu nasze usta automatycznie się spotkały, gdy spojrzałam w jego stronę. Nie chciałam przerywać ich spotkania, bo przeszły mnie dreszcze, tym razem inne, przyjemne dreszcze. A może nie tyle nie chciałam, co nie potrafiłam przerwać. Moje serce zabiło szybciej, a moje uczucia stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Czułam się z tym okropnie, ale... na chwilę mnie to uszczęśliwiło. Gabriel odsunął się, gdy coś zbiło szybę w oknie robiąc przy tym okropny hałas. Zerwaliśmy się z łóżka. Odsunęłam zasłonę i nie zobaczyłam żadnego ubytku w szkle. Dziwne..
- Alex...- znów wypowiedział moje imię, ale tym razem z trudem łapiąc tlen. Odwróciłam się i zobaczyłam rozmazany obraz kobiety w długiej, poszarpanej, czarnej sukni i czarnym, równie zniszczonym welonie, duszącej mojego towarzysza. Teraz zrozumiałam, że mieszkańcy wynajmując ten pokój, oddawali zakochanych w ofierze zjawie. Stąd ciekawość dziwacznego pracownika.
- Hej, zostaw go! - krzyknęłam i może był to mój błąd. Zjawa nie była głupia i duszenie Gabriela było tylko częścią jej planu. Chciała sprawdzić, czy mi zależało, a ja głupia dałam się nabrać!
Puściła chłopaka i rzuciła się w moją stronę. Całe jej martwe ciało było w widocznych śladach po paleniu. Wyglądała przerażająco. W jej zimnej dłoni lśnił sztylet, który prawdopodobnie miała przy sobie umierając.
Przyłożyła mi ostrze do szyi.
- Dwa, a nie trzy serca. - powiedziała. Jej głos drżał. Coś było nie tak, wbrew jej planowi. Zamknęłam oczy przygotowana na pożegnanie z życiem. I nic. Nie poczułam bólu, który właśnie teraz powinien uderzyć we mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam smoczą rękę siłującą się z ostrzem zjawy. Gabriel walczył tak długo, aż ostrze nie wypadło z dłoni martwej kobiety.
-Dwa, a nie trzy serca. - powtórzyła zjawa i zniknęła. Wtedy nie rozumiałam, o co jej chodziło. Rozumiałam tylko to, że i w moim planie coś poszło nie tak. W moim sercu znalazła się niewłaściwa osoba...a może właśnie właściwa?
***
Wesołego Walentego wszystkim paniom i wesołych Walentynek panom ♥
-Czym mogę służyć? - zaskrzeczał.
-Moglibyśmy wynająć dwa pokoje na jedną noc?- zapytał grzecznie Gabriel
- Mamy jeden dla nowożeńców. Jesteście chociaż zaręczeni? Głupi nie jestem i nie dam wam pokoju, jak nie jesteście! - mówił swoim denerwującym głosem, który ranił moje uszy, pracownik.Już chciałam wyjść i szukać innego miejsca, ale Gabriel złapał mnie mocno za rękę. Nawet nie zauważył, że przesadził i zrobił mi krzywdę. Syknęłam z bólu i ponownie stanęłam obok niego.
-Jesteśmy, daj klucze. - odpowiedział dziwakowi chłopak, a ja sama nie wiedziałam, czy się wściekać, czy zaakceptować jego z pozoru niewinne kłamstwo. Rzucił na ladę monetę i dosłownie wyrwał pracownikowi klucz z ręki, po czym zaciągnął mnie po schodach na górę i puścił dopiero, gdy stanęliśmy przed drzwiami.
-Nie wyobrażaj sobie za dużo, spaliśmy już kiedyś w jednym pokoju i jakoś dojdziemy do porozumienia. - rzucił nieprzyjemnie, a ja miałam ochotę go udusić. Weszliśmy do jednego z najlepszych pokoi w tej zabitej deskami dziurze. Było duże, czyste łóżko, małe,zasłonięte różowym materiałem okno, komoda i lustro a do tego stojący na etażerce przy łóżku wazon z różami. Od razu usiadłam na łóżku, żeby dać nogom odpocząć po godzinnym poszukiwaniu w mieście miejsca do snu i odprowadzeniu Flory do pobliskiej stajni. Miałam nadzieję, że te świry nic jej nie zrobią!
-Nie uważasz, że jego pytanie było dziwne? -zapytałam podejrzliwie Gabriela. Normalnie w takich miejscach bierze się co jest i nikogo nie interesują szczegóły czy życie prywatne gości.
-Nie wiem, może. - odpowiedział i upadł na pościel. Zdjął buty i ułożył się wygodnie nie zważając na moją osobę. Skoro jemu moja obecność nie sprawiała żadnych problemów, to i ja nie miałam powodu do narzekania. Po prostu się położyłam jak najdalej od niego mogłam i starałam się zasnąć patrząc na powiewającą na wietrze dostającym się do pokoju przez pęknięcie w szkle zasłonkę. Przechodziły mnie dreszcze, bo w pokoju było dość chłodno i nawet wyjątkowo miękka kołdra nie pomagała. Fakt, że razem ze mną znajdował się pod nią drugi człowiek z ciepłym ciałem także nie pomagał. Wydawało mi się, że Gabriel zasnął...
Historia o mściwej zjawie dodatkowo mnie niepokoiła, bo przecież wciąż pałałam uczuciem do Lukasa... albo i nie...
Miałam nadzieję, że talizman, który kiedyś dostałam od ukochanego, i przed tym potworem mógł mnie uchronić. Właściwie było mi żal tej kobiety. Był to kolejny dowód na to, jak okropni potrafią być ludzie...
Chłód jak i mroczna wizja potencjalnego niebezpieczeństwa sprawiły, że zaczęłam drżeć.
- Alex? -wypowiedział moje imię Gabriel. Zawahałam się przed odwróceniem twarzy w jego stronę, a gdy to zrobiłam, jego usta od razu nieśmiało musnęły moje. Byłam w niesamowitym szoku, ale pozwoliłam mu obdarzyć się czułym pocałunkiem. Był pochylony nade mną i dzięki temu nasze usta automatycznie się spotkały, gdy spojrzałam w jego stronę. Nie chciałam przerywać ich spotkania, bo przeszły mnie dreszcze, tym razem inne, przyjemne dreszcze. A może nie tyle nie chciałam, co nie potrafiłam przerwać. Moje serce zabiło szybciej, a moje uczucia stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Czułam się z tym okropnie, ale... na chwilę mnie to uszczęśliwiło. Gabriel odsunął się, gdy coś zbiło szybę w oknie robiąc przy tym okropny hałas. Zerwaliśmy się z łóżka. Odsunęłam zasłonę i nie zobaczyłam żadnego ubytku w szkle. Dziwne..
- Alex...- znów wypowiedział moje imię, ale tym razem z trudem łapiąc tlen. Odwróciłam się i zobaczyłam rozmazany obraz kobiety w długiej, poszarpanej, czarnej sukni i czarnym, równie zniszczonym welonie, duszącej mojego towarzysza. Teraz zrozumiałam, że mieszkańcy wynajmując ten pokój, oddawali zakochanych w ofierze zjawie. Stąd ciekawość dziwacznego pracownika.
- Hej, zostaw go! - krzyknęłam i może był to mój błąd. Zjawa nie była głupia i duszenie Gabriela było tylko częścią jej planu. Chciała sprawdzić, czy mi zależało, a ja głupia dałam się nabrać!
Puściła chłopaka i rzuciła się w moją stronę. Całe jej martwe ciało było w widocznych śladach po paleniu. Wyglądała przerażająco. W jej zimnej dłoni lśnił sztylet, który prawdopodobnie miała przy sobie umierając.
Przyłożyła mi ostrze do szyi.
- Dwa, a nie trzy serca. - powiedziała. Jej głos drżał. Coś było nie tak, wbrew jej planowi. Zamknęłam oczy przygotowana na pożegnanie z życiem. I nic. Nie poczułam bólu, który właśnie teraz powinien uderzyć we mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam smoczą rękę siłującą się z ostrzem zjawy. Gabriel walczył tak długo, aż ostrze nie wypadło z dłoni martwej kobiety.
-Dwa, a nie trzy serca. - powtórzyła zjawa i zniknęła. Wtedy nie rozumiałam, o co jej chodziło. Rozumiałam tylko to, że i w moim planie coś poszło nie tak. W moim sercu znalazła się niewłaściwa osoba...a może właśnie właściwa?
***
Wesołego Walentego wszystkim paniom i wesołych Walentynek panom ♥
poniedziałek, 10 lutego 2014
Rozdział 3
Oni byli zawsze strażnikami żyć niewinnych i sprawcami zasłużonych śmierci. Oni? Może raczej my.
Gdzieś byli, daleko. Mogli mi pomóc zapanować nad sobą. Z każdym dniem wzmagał się we mnie instynkt drapieżcy. Taka była ich natura, potworów. Gabriel nigdy nie miał z tym problemu. Kontrolował się, zabijał w sobie wszystko, dusił i czekał aż wyda z siebie ostatni okrzyk. Nienawidził sam siebie, widziałam to w jego oczach. Patrzyłam na niego często. Gdy zatrzymywaliśmy się na noc w jakiś motelach, gdy patrzył ponuro w okno. Całkowicie pozbawiony chęci do życia. Wiedziałam, że myślał o tym, co za sobą zostawił. Zostawił miłość, by ratować rodzinę. Przed czym? Przed tym, co podstępnie wdarło się w ich szeregi i mogło być najgorszym zagrożeniem jakie świat kiedykolwiek widział. Nie miało skrupułów, nie wiedziało, co to współczucie czy chociażby sumienie. Było brutalne, okrutne i głodne. Nie chciałam być jak ten potwór, potrzebowałam pomocy. Lukas dał mi coś, co poniekąd mogło mnie uratować. Z drugiej strony mogło mnie też zabić. Tęskniłam za nim. Mimo, że moje serce biło inaczej, moje myśli płynęły inaczej i moje oczy inaczej widziały.
Dzisiaj miał być ostatni dzień podróży. Flora była bardzo silnym koniem. Podziwiałam jej zapał do pracy, chociaż tak męczącej.
Zatrzymaliśmy się, bo klacz się zmęczyła. Pech sprawił, że akurat na cmentarzu. Nienawidziłam cmentarzy, szczerze nienawidziłam. W moim mieście pochowano bliskie mi osoby, przez co do wszystkich innych miejsc spoczynku też się zraziłam. Ten był mały, przy drodze. Nagrobki były stare, zniszczone, zaniedbane. Zdrową trawę przerosły już dawno chwasty, a w powietrzu unosił się odór gnijących szczątek ptaka leżącego na jednej z tablic nagrobnych, który prawdopodobnie jakiś czas temu został postrzelony przez mało inteligentnych myśliwych.
Flora odpoczywała, a my rozglądaliśmy się po nagrobkach w celu rozeznania się co do ich właścicieli. Cmentarz wydawał się być bardzo dziwny, panowała na nim inna niż zazwyczaj w takich miejscach atmosfera. Nie wzbudzał lęku, ani żalu. Nie bałam się, że z ziemi wybije się ręka i złapie mnie za nogę. Nie bałam się duchów czy zombiech. Jedyny niepokój wzbudzało we mnie to, że nie znałam pochodzenia zmarłych tutaj i miałam co do tego dziwne przeczucia.
,,Jeśli umierasz w silnym gniewie rodzi się klątwa'', a ci tutaj nie zmarli na pewno w spokoju.
Słońce powoli zachodziło i wcale nie ułatwiało nam zadania. Litery na nagrobkach były niemalże niewidoczne i ciężko było cokolwiek przeczytać. Pojedyncze imiona nie były dla nas żadną wskazówką.
-Może po prostu odpuśćmy? - zapytałam naiwnie, bo i mój organizm zaczął domagać się należnego mu odpoczynku.
- Głupia jesteś? Chcesz tu może jeszcze nocować geniuszu? - wyśmiał mnie odgarniając pnącza z jakiegoś pękniętego nagrobka.
- Może i jestem, ale jak się nie zdrzemnę to padnę.
-Przykro mi bardzo. - odpowiedział nieprzyjemnie i skupił swój wzrok na tablicy. Chyba coś zauważył...
- Co tam masz? - zapytałam zaciekawiona jego odkrywczą miną. Wyglądał trochę jakby się przestraszył.
- Zmywajmy się stąd. - rzucił i ruszył do klaczy w celu osiodłania jej i to błyskawicznie. Gdy już to zrobił ignorując moje próby wydobycia z niego informacji zerknęłam na nagrobek. Napisy były w nieznanym mi języku i absolutnie nic nie zrozumiałam. Wskoczył na konia i dał mi wyraźną sugestię, że jeśli mi życie miłe mam zrobić to samo i to szybko. Nie byłam do końca przekonana, czy warto, bo miłe mi nie było, ale posłuchałam go. Flora ruszyła niesamowicie szybko popędzana wciąż przez jeźdźca.
- Możesz mi powiedzieć,idioto,o co ci chodzi?! - wydarłam się bijąc go w plecy. Przestał mnie w końcu ignorować i gdy kopyta klaczy zaczęły stukać o wyłożone kostką ulice miasta, do którego właśnie wjechaliśmy, raczył odpowiedzieć.
-Tam chowano wiedźmy spalone na stosie.
-No i co z tego?
- Wiedźmy zazwyczaj godziły się ze swoim losem, mus to mus. Akceptowały to, że jak zostaną złapane na czarach to na stos.
- I?
- Jedna z nich wiedźmą nie była. Wrobiła ją z zazdrości kobieta po uszy zakochana w jej mężu. Była wściekła i płonąc poprzysięgła zemstę. Zabawne, że o tym nie słyszałaś.
-Dlaczego w takim razie uciekamy?
-Idiotko, ona zabija wszystkie zakochane lalunie, a z tego co mi wiadomo serducho ci bije dla mojego krewniaka.
-A! Trzeba było tak od razu i przestań mi w końcu ubliżać! -rozjaśnił ciemność w mojej głowie irytując mnie przy tym niesamowicie. Miasto wyglądało na przyjazne, ale trochę biedne. No dobrze, byli spłukani całkowicie, a sam burmistrz tonął w długach. Smród, brud i nędza. Nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjechałby tu, więc nikt by nas tu nie szukał. W skrócie - idealne miejsce na odrobinę snu.
- Daleko jeszcze?
-Rezydencja mojego wujka jest dziesięć kilometrów stąd. Przez to, że odwiedziliśmy tamten beznadziejny cmentarz i prawdopodobnie poluje na twój tyłek teraz zjawa, lepiej się tu zatrzymajmy na noc. Najwyżej zemści się na innej panience.
- Jesteś naprawdę głupi. Uh- denerwował mnie coraz bardziej, bo zdawał się mieć wszystko gdzieś i zupełnie jakby zależało mu tylko na jego własnym bezpieczeństwie. Zabawne, bo jak mnie potrzebował to potrafił być miły! Mimo jego aroganckiego, idiotycznego zachowania oczekiwałam chwili, w której znowu będę mogła się do niego przytulić. Uh, jak ostatnia idiotka!
Gdzieś byli, daleko. Mogli mi pomóc zapanować nad sobą. Z każdym dniem wzmagał się we mnie instynkt drapieżcy. Taka była ich natura, potworów. Gabriel nigdy nie miał z tym problemu. Kontrolował się, zabijał w sobie wszystko, dusił i czekał aż wyda z siebie ostatni okrzyk. Nienawidził sam siebie, widziałam to w jego oczach. Patrzyłam na niego często. Gdy zatrzymywaliśmy się na noc w jakiś motelach, gdy patrzył ponuro w okno. Całkowicie pozbawiony chęci do życia. Wiedziałam, że myślał o tym, co za sobą zostawił. Zostawił miłość, by ratować rodzinę. Przed czym? Przed tym, co podstępnie wdarło się w ich szeregi i mogło być najgorszym zagrożeniem jakie świat kiedykolwiek widział. Nie miało skrupułów, nie wiedziało, co to współczucie czy chociażby sumienie. Było brutalne, okrutne i głodne. Nie chciałam być jak ten potwór, potrzebowałam pomocy. Lukas dał mi coś, co poniekąd mogło mnie uratować. Z drugiej strony mogło mnie też zabić. Tęskniłam za nim. Mimo, że moje serce biło inaczej, moje myśli płynęły inaczej i moje oczy inaczej widziały.
Dzisiaj miał być ostatni dzień podróży. Flora była bardzo silnym koniem. Podziwiałam jej zapał do pracy, chociaż tak męczącej.
Zatrzymaliśmy się, bo klacz się zmęczyła. Pech sprawił, że akurat na cmentarzu. Nienawidziłam cmentarzy, szczerze nienawidziłam. W moim mieście pochowano bliskie mi osoby, przez co do wszystkich innych miejsc spoczynku też się zraziłam. Ten był mały, przy drodze. Nagrobki były stare, zniszczone, zaniedbane. Zdrową trawę przerosły już dawno chwasty, a w powietrzu unosił się odór gnijących szczątek ptaka leżącego na jednej z tablic nagrobnych, który prawdopodobnie jakiś czas temu został postrzelony przez mało inteligentnych myśliwych.
Flora odpoczywała, a my rozglądaliśmy się po nagrobkach w celu rozeznania się co do ich właścicieli. Cmentarz wydawał się być bardzo dziwny, panowała na nim inna niż zazwyczaj w takich miejscach atmosfera. Nie wzbudzał lęku, ani żalu. Nie bałam się, że z ziemi wybije się ręka i złapie mnie za nogę. Nie bałam się duchów czy zombiech. Jedyny niepokój wzbudzało we mnie to, że nie znałam pochodzenia zmarłych tutaj i miałam co do tego dziwne przeczucia.
,,Jeśli umierasz w silnym gniewie rodzi się klątwa'', a ci tutaj nie zmarli na pewno w spokoju.
Słońce powoli zachodziło i wcale nie ułatwiało nam zadania. Litery na nagrobkach były niemalże niewidoczne i ciężko było cokolwiek przeczytać. Pojedyncze imiona nie były dla nas żadną wskazówką.
-Może po prostu odpuśćmy? - zapytałam naiwnie, bo i mój organizm zaczął domagać się należnego mu odpoczynku.
- Głupia jesteś? Chcesz tu może jeszcze nocować geniuszu? - wyśmiał mnie odgarniając pnącza z jakiegoś pękniętego nagrobka.
- Może i jestem, ale jak się nie zdrzemnę to padnę.
-Przykro mi bardzo. - odpowiedział nieprzyjemnie i skupił swój wzrok na tablicy. Chyba coś zauważył...
- Co tam masz? - zapytałam zaciekawiona jego odkrywczą miną. Wyglądał trochę jakby się przestraszył.
- Zmywajmy się stąd. - rzucił i ruszył do klaczy w celu osiodłania jej i to błyskawicznie. Gdy już to zrobił ignorując moje próby wydobycia z niego informacji zerknęłam na nagrobek. Napisy były w nieznanym mi języku i absolutnie nic nie zrozumiałam. Wskoczył na konia i dał mi wyraźną sugestię, że jeśli mi życie miłe mam zrobić to samo i to szybko. Nie byłam do końca przekonana, czy warto, bo miłe mi nie było, ale posłuchałam go. Flora ruszyła niesamowicie szybko popędzana wciąż przez jeźdźca.
- Możesz mi powiedzieć,idioto,o co ci chodzi?! - wydarłam się bijąc go w plecy. Przestał mnie w końcu ignorować i gdy kopyta klaczy zaczęły stukać o wyłożone kostką ulice miasta, do którego właśnie wjechaliśmy, raczył odpowiedzieć.
-Tam chowano wiedźmy spalone na stosie.
-No i co z tego?
- Wiedźmy zazwyczaj godziły się ze swoim losem, mus to mus. Akceptowały to, że jak zostaną złapane na czarach to na stos.
- I?
- Jedna z nich wiedźmą nie była. Wrobiła ją z zazdrości kobieta po uszy zakochana w jej mężu. Była wściekła i płonąc poprzysięgła zemstę. Zabawne, że o tym nie słyszałaś.
-Dlaczego w takim razie uciekamy?
-Idiotko, ona zabija wszystkie zakochane lalunie, a z tego co mi wiadomo serducho ci bije dla mojego krewniaka.
-A! Trzeba było tak od razu i przestań mi w końcu ubliżać! -rozjaśnił ciemność w mojej głowie irytując mnie przy tym niesamowicie. Miasto wyglądało na przyjazne, ale trochę biedne. No dobrze, byli spłukani całkowicie, a sam burmistrz tonął w długach. Smród, brud i nędza. Nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjechałby tu, więc nikt by nas tu nie szukał. W skrócie - idealne miejsce na odrobinę snu.
- Daleko jeszcze?
-Rezydencja mojego wujka jest dziesięć kilometrów stąd. Przez to, że odwiedziliśmy tamten beznadziejny cmentarz i prawdopodobnie poluje na twój tyłek teraz zjawa, lepiej się tu zatrzymajmy na noc. Najwyżej zemści się na innej panience.
- Jesteś naprawdę głupi. Uh- denerwował mnie coraz bardziej, bo zdawał się mieć wszystko gdzieś i zupełnie jakby zależało mu tylko na jego własnym bezpieczeństwie. Zabawne, bo jak mnie potrzebował to potrafił być miły! Mimo jego aroganckiego, idiotycznego zachowania oczekiwałam chwili, w której znowu będę mogła się do niego przytulić. Uh, jak ostatnia idiotka!
wtorek, 7 stycznia 2014
Rozdział 2 cz 5
Może by tak 1000 wyświetleń? Dużo dużo brakuje :(
*
*
*
*
*
*
Skierowaliśmy się do wskazanego wcześniej pokoju i już w progu pojawił się problem, kto ma wejść pierwszy. Oczywiście ja wślizgnęłam się do pomieszczenia jak żmija wbrew protestom Gabriela, że to on powinien wejść pierwszy i oszacować jaka część pokoju należy do niego. Już nie był tym smutnym, czułym chłopakiem, co przed chwilą. Znowu stał się aroganckim potworem...
Dosłownie wyrwał mi koc z ręki i uśmiechnął się jak świr.
- Ty śpisz na ławce, a ja na łóżku.
- To nie ma różnicy, bo oba są drewniane i niewygodne.
- Przynajmniej się rozłożę, głupia.
- Zmarznę...
- Za karę.
- Jaką karę?
- Po prostu. Dobranoc. - Powiedział i ułożył się na drewnianym łóżku. Patrzyłam na niego przez dobrą godzinę licząc na to, że obudzi się w nim instynkt dżentelmena, ale on zamknął oczy i po prostu zasnął. Idiota! Zmęczenie dawało o sobie znaki i chcąc nie chcąc musiałam zadowolić się ławką. Ułożyłam się na niej w miarę wygodnie i próbowałam odpocząć, ale w pokoju było o wiele za zimno. Drżałam. Leżałam w bezruchu przez następną godzinę starając się wpuścić do głowy sny, ale niestety, zamiast nich miałam tylko pesymistyczne myśli.
Myślałam, że zamarznę.
Poczułam, że się unoszę. Dokładniej-że jestem podnoszona. Oparłam głowę na ramieniu mojego wybawcy.
- Twoje drżenie przeszkadza mi w zaśnięciu, bo cały pokój się trzęsie. Same problemy z tobą... - powiedział Gabriel i położył mnie na łóżku. Udawałam, że śpię, chociaż...właściwie nie wiem, dlaczego. Okrył mnie kocem i zniżył się by zobaczyć moją twarz. Dotknął dłonią mojego policzka.
- Jesteś naprawdę piękna, Lukas miał szczęście... - powiedział i już chciał ruszyć w stronę ławki, ale złapałam go za rękę.
- Możemy się podzielić. - oznajmiłam niechętnie a on uśmiechnął się i umieścił obok mnie na łóżku. Fakt, czułam się nieswojo, ale jego gest wydał mi się tak miły, że nie mogłam odpowiedzieć egoizmem.
Szybko zasnęłam. Tej nocy nic mi się nie śniło.
Gdy się obudziłam, Gabriela już nie było. Wyszłam z pokoju i rozglądałam się w celu znalezienia miejsca pobytu Claire. Siedziała przed domem z moim towarzyszem.
- Franko przyprowadzi wam konia z pobliskiej stadniny. Jeden musi wystarczyć... Dam wam trochę jedzenia i wody, żebyście dotrwali do portalu. Ona wie, dokąd tak naprawdę zmierzacie?
- Jeszcze nie wie,ale w najbliższym czasie się dowie... Po co nam koń?
- Gdy skończy się las, nie będzie drzew. Latający ludzie zrobiliby niezłą aferę, a z tego co wiem wy próbujecie się przed kimś ukryć, prawda?
- Dziękuję. - powiedział chłopak i spojrzał na driadę. Chyba był w niej bardzo zakochany, a przynajmniej na takiego wyglądał...
- Jedźcie już. Twoja rodzina potrzebuje pomocy...- mówiła smutno Claire.
- Ty jesteś moją rodziną! - walczył nadal Gabriel.
- Nie, ty już wybrałeś, kto nią jest. I twój wybór nie padł na mnie. Idź ratować, to co jeszcze masz, zamiast tkwić przy tym, co już dawno nie należy do ciebie. - powiedziała stanowczo dziewczyna i podniosła się z ziemi. Pojawił się bardzo wysoki mężczyzna jej pokroju z liściastą brodą. Prowadził czarnego konia, który od razu mi się spodobał! Gabriel wyposażył zwierzę we wszystko, co potrzebne do podróży i wtedy dopiero wyszłam z domu. O nic nie pytałam, on z resztą chyba domyślił się, że od jakiegoś czasu go podsłuchiwałam.
Pomógł mi wejść na konia, po czym sam na niego wskoczył.
- Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? - skierował słowa w stronę sztucznie uśmiechającej się ukochanej.
- Tak. Jedź, Floro! - rozkazała, a zwierzę ruszyło. Na początku Gabriel nie potrafił nad nim zapanować, a ja bałam się że siedząc za nim spadnę, ale w końcu udało nam się uzyskać kontrolę i podróż zapowiadała się bardzo przyjemnie. Szkoda tylko, że nie wiedziałam, dokąd.
*
*
*
*
*
*
Skierowaliśmy się do wskazanego wcześniej pokoju i już w progu pojawił się problem, kto ma wejść pierwszy. Oczywiście ja wślizgnęłam się do pomieszczenia jak żmija wbrew protestom Gabriela, że to on powinien wejść pierwszy i oszacować jaka część pokoju należy do niego. Już nie był tym smutnym, czułym chłopakiem, co przed chwilą. Znowu stał się aroganckim potworem...
Dosłownie wyrwał mi koc z ręki i uśmiechnął się jak świr.
- Ty śpisz na ławce, a ja na łóżku.
- To nie ma różnicy, bo oba są drewniane i niewygodne.
- Przynajmniej się rozłożę, głupia.
- Zmarznę...
- Za karę.
- Jaką karę?
- Po prostu. Dobranoc. - Powiedział i ułożył się na drewnianym łóżku. Patrzyłam na niego przez dobrą godzinę licząc na to, że obudzi się w nim instynkt dżentelmena, ale on zamknął oczy i po prostu zasnął. Idiota! Zmęczenie dawało o sobie znaki i chcąc nie chcąc musiałam zadowolić się ławką. Ułożyłam się na niej w miarę wygodnie i próbowałam odpocząć, ale w pokoju było o wiele za zimno. Drżałam. Leżałam w bezruchu przez następną godzinę starając się wpuścić do głowy sny, ale niestety, zamiast nich miałam tylko pesymistyczne myśli.
Myślałam, że zamarznę.
Poczułam, że się unoszę. Dokładniej-że jestem podnoszona. Oparłam głowę na ramieniu mojego wybawcy.
- Twoje drżenie przeszkadza mi w zaśnięciu, bo cały pokój się trzęsie. Same problemy z tobą... - powiedział Gabriel i położył mnie na łóżku. Udawałam, że śpię, chociaż...właściwie nie wiem, dlaczego. Okrył mnie kocem i zniżył się by zobaczyć moją twarz. Dotknął dłonią mojego policzka.
- Jesteś naprawdę piękna, Lukas miał szczęście... - powiedział i już chciał ruszyć w stronę ławki, ale złapałam go za rękę.
- Możemy się podzielić. - oznajmiłam niechętnie a on uśmiechnął się i umieścił obok mnie na łóżku. Fakt, czułam się nieswojo, ale jego gest wydał mi się tak miły, że nie mogłam odpowiedzieć egoizmem.
Szybko zasnęłam. Tej nocy nic mi się nie śniło.
Gdy się obudziłam, Gabriela już nie było. Wyszłam z pokoju i rozglądałam się w celu znalezienia miejsca pobytu Claire. Siedziała przed domem z moim towarzyszem.
- Franko przyprowadzi wam konia z pobliskiej stadniny. Jeden musi wystarczyć... Dam wam trochę jedzenia i wody, żebyście dotrwali do portalu. Ona wie, dokąd tak naprawdę zmierzacie?
- Jeszcze nie wie,ale w najbliższym czasie się dowie... Po co nam koń?
- Gdy skończy się las, nie będzie drzew. Latający ludzie zrobiliby niezłą aferę, a z tego co wiem wy próbujecie się przed kimś ukryć, prawda?
- Dziękuję. - powiedział chłopak i spojrzał na driadę. Chyba był w niej bardzo zakochany, a przynajmniej na takiego wyglądał...
- Jedźcie już. Twoja rodzina potrzebuje pomocy...- mówiła smutno Claire.
- Ty jesteś moją rodziną! - walczył nadal Gabriel.
- Nie, ty już wybrałeś, kto nią jest. I twój wybór nie padł na mnie. Idź ratować, to co jeszcze masz, zamiast tkwić przy tym, co już dawno nie należy do ciebie. - powiedziała stanowczo dziewczyna i podniosła się z ziemi. Pojawił się bardzo wysoki mężczyzna jej pokroju z liściastą brodą. Prowadził czarnego konia, który od razu mi się spodobał! Gabriel wyposażył zwierzę we wszystko, co potrzebne do podróży i wtedy dopiero wyszłam z domu. O nic nie pytałam, on z resztą chyba domyślił się, że od jakiegoś czasu go podsłuchiwałam.
Pomógł mi wejść na konia, po czym sam na niego wskoczył.
- Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz? - skierował słowa w stronę sztucznie uśmiechającej się ukochanej.
- Tak. Jedź, Floro! - rozkazała, a zwierzę ruszyło. Na początku Gabriel nie potrafił nad nim zapanować, a ja bałam się że siedząc za nim spadnę, ale w końcu udało nam się uzyskać kontrolę i podróż zapowiadała się bardzo przyjemnie. Szkoda tylko, że nie wiedziałam, dokąd.
niedziela, 5 stycznia 2014
Rozdział 2 cz.4
Dziwna dziewczyna wyrwała się Gabrielowi.
- Wycięli pół lasu, zostało nas niewielu...- powiedziała i zaczęła się rozglądać.
- Nie szukaliście pomocy? - zapytał chłopak i usiadł na trawie.
- Szukaliśmy... nie dostaliśmy odpowiedzi.
- Elfy nie...- nie skończył mówić, bo dziewczyna mu przerwała
- Nie dostaliśmy odpowiedzi. Nie poruszaj już więcej tego tematu i ciesz się, że nie było cię wśród nas tamtej nocy. - najwidoczniej była na niego zła... i to bardzo.
- Wybacz mi, ale...
- Nie ma żadnego ,,ale''. Gdybyś tu był... gdybyś tu był nie patrzyłabym na śmierć mojej rodziny. Zapomniałeś już kto ci pomagał tyle lat? Kto cię wspierał? Potrafisz to chociaż wytłumaczyć? Nie potrafisz Gabriel, po prostu nie potrafisz! - jej głos drżał a mi zrobiło się żal ich obu. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyglądało to jak kłótnia kochanków, którzy powinni istnieć tylko w legendach... Poczułam jakby ktoś ukuł mnie szpilką w serce. Niee...na pewno mi się wydawało... na pewno!
- Claire...spróbuj mnie zrozumieć.
- Nie chcę nic dla ciebie robić, nic. To rozumiesz? - była nieuległa, chociaż ja widziałam, że tak naprawdę myślała o czymś innym... Wolałaby zatrzymać go przy sobie już na zawsze, a chwila rozłąki namieszała jej w życiu. Nic dziwnego, że była wkurzona. W końcu przestała się rozglądać i ruszyła w kierunku najwyższej trawy. Pochyliła się i zaczęła czegoś szukać. Gdy znalazła zobaczyłam jak podnosi się pod nią ziemia i zaczynają wyrastać z niej gałęzie. Powoli układały się w ściany, schody, drzwi a ostatecznie ukazał mi się wspaniały domek z czystego, jasnego drewna budzący na myśl ciepło domowego ogniska i spokój...
Claire automatycznie znalazła się w środku, a ja pomogłam wstać zmartwionemu Gabrielowi.
- Zatrzymamy się tutaj na noc. - oznajmił krótko i już chciał iść do domku, ale złapałam go za rękę. Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam...
- Nie jest dobrze, prawda? - zapytałam troskliwie a on odwrócił się w moją stronę i dopiero teraz zauważyłam szklące się w jego oczach łzy. To zabolało...I znowu nie wiem dlaczego...po prostu...
-Głupia...- powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Wpadłam w jego objęcia i mocno mnie przycisnął do swojej klatki piersiowej. Nieśmiało odwzajemniłam uścisk i poczułam się niesamowicie. Bezpieczna i trochę...szczęśliwa. To było naprawdę dziwne i naprawdę mi się spodobało. Okropnie zaniepokoiło mnie przyspieszone bicie mojego serca, które za nic nie chciało się uspokoić. To nie może się dziać, nie może! - myślałam, ale było już za późno. Nie byłam zwierzęciem i miałam uczucia, które rozwijały się z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę, z sekundy na sekundę...z kilku sekund, które były w stanie mnie teraz uszczęśliwić. Zobaczyłam obserwującą nas z imitacji okna Claire, ale nic nie powiedziałam Gabrielowi. Nie chciałam przerywać tej chwili, bo myślałam, że to już nigdy więcej się nie powtórzy. Nie mogło się powtórzyć, bo przecież musiałam pomścić mojego Lukasa, mojego ukochanego i JEDYNEGO właściciela mojego serca. Jedynego, prawda?
W końcu Gabriel mnie puścił i weszliśmy do ,,budynku''. Claire wcisnęła mi do rąk bardzo cienki koc i wskazała drzwi na końcu korytarza. Mój towarzysz także oczekiwał na materiał, ale złośliwa driada nie miała zamiaru ustąpić.
- Powiedziałam, że nic dla ciebie nie zrobię. Musicie się podzielić. - powiedziała oschle a ja automatycznie się zakrztusiłam. Że niby my mieliśmy się dzielić? Prędzej się pozabijamy niż podzielimy czymkolwiek...
Zapowiadała się bardzo ciekawa noc...
- Wycięli pół lasu, zostało nas niewielu...- powiedziała i zaczęła się rozglądać.
- Nie szukaliście pomocy? - zapytał chłopak i usiadł na trawie.
- Szukaliśmy... nie dostaliśmy odpowiedzi.
- Elfy nie...- nie skończył mówić, bo dziewczyna mu przerwała
- Nie dostaliśmy odpowiedzi. Nie poruszaj już więcej tego tematu i ciesz się, że nie było cię wśród nas tamtej nocy. - najwidoczniej była na niego zła... i to bardzo.
- Wybacz mi, ale...
- Nie ma żadnego ,,ale''. Gdybyś tu był... gdybyś tu był nie patrzyłabym na śmierć mojej rodziny. Zapomniałeś już kto ci pomagał tyle lat? Kto cię wspierał? Potrafisz to chociaż wytłumaczyć? Nie potrafisz Gabriel, po prostu nie potrafisz! - jej głos drżał a mi zrobiło się żal ich obu. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyglądało to jak kłótnia kochanków, którzy powinni istnieć tylko w legendach... Poczułam jakby ktoś ukuł mnie szpilką w serce. Niee...na pewno mi się wydawało... na pewno!
- Claire...spróbuj mnie zrozumieć.
- Nie chcę nic dla ciebie robić, nic. To rozumiesz? - była nieuległa, chociaż ja widziałam, że tak naprawdę myślała o czymś innym... Wolałaby zatrzymać go przy sobie już na zawsze, a chwila rozłąki namieszała jej w życiu. Nic dziwnego, że była wkurzona. W końcu przestała się rozglądać i ruszyła w kierunku najwyższej trawy. Pochyliła się i zaczęła czegoś szukać. Gdy znalazła zobaczyłam jak podnosi się pod nią ziemia i zaczynają wyrastać z niej gałęzie. Powoli układały się w ściany, schody, drzwi a ostatecznie ukazał mi się wspaniały domek z czystego, jasnego drewna budzący na myśl ciepło domowego ogniska i spokój...
Claire automatycznie znalazła się w środku, a ja pomogłam wstać zmartwionemu Gabrielowi.
- Zatrzymamy się tutaj na noc. - oznajmił krótko i już chciał iść do domku, ale złapałam go za rękę. Sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam...
- Nie jest dobrze, prawda? - zapytałam troskliwie a on odwrócił się w moją stronę i dopiero teraz zauważyłam szklące się w jego oczach łzy. To zabolało...I znowu nie wiem dlaczego...po prostu...
-Głupia...- powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Wpadłam w jego objęcia i mocno mnie przycisnął do swojej klatki piersiowej. Nieśmiało odwzajemniłam uścisk i poczułam się niesamowicie. Bezpieczna i trochę...szczęśliwa. To było naprawdę dziwne i naprawdę mi się spodobało. Okropnie zaniepokoiło mnie przyspieszone bicie mojego serca, które za nic nie chciało się uspokoić. To nie może się dziać, nie może! - myślałam, ale było już za późno. Nie byłam zwierzęciem i miałam uczucia, które rozwijały się z dnia na dzień, z godziny na godzinę, z minuty na minutę, z sekundy na sekundę...z kilku sekund, które były w stanie mnie teraz uszczęśliwić. Zobaczyłam obserwującą nas z imitacji okna Claire, ale nic nie powiedziałam Gabrielowi. Nie chciałam przerywać tej chwili, bo myślałam, że to już nigdy więcej się nie powtórzy. Nie mogło się powtórzyć, bo przecież musiałam pomścić mojego Lukasa, mojego ukochanego i JEDYNEGO właściciela mojego serca. Jedynego, prawda?
W końcu Gabriel mnie puścił i weszliśmy do ,,budynku''. Claire wcisnęła mi do rąk bardzo cienki koc i wskazała drzwi na końcu korytarza. Mój towarzysz także oczekiwał na materiał, ale złośliwa driada nie miała zamiaru ustąpić.
- Powiedziałam, że nic dla ciebie nie zrobię. Musicie się podzielić. - powiedziała oschle a ja automatycznie się zakrztusiłam. Że niby my mieliśmy się dzielić? Prędzej się pozabijamy niż podzielimy czymkolwiek...
Zapowiadała się bardzo ciekawa noc...
wtorek, 24 grudnia 2013
Rozdział 2 cz. 3+ Wesołych świąt ;)
Oderwał się od Ziemi i wyleciał przede mnie na pokrytych lśniącymi łuskami, smoczych skrzydłach.
Zerkałam na niego odruchowo, zupełnie bez przyczyny. Bez najmniejszego powodu mój wzrok uciekał na jego majestatyczny lot. Przy czym mój lot stawał się jeszcze bardziej komiczny... On nawet na mnie nie patrzył. Widać to dla niego tylko praca...
Zupełnie straciłam poczucie czasu i nie wiedziałam nawet, gdzie byliśmy. Nie patrzyłam w dół. Miałam świadomość, że tam był ten okropny świat, od którego tak bardzo chciałam uciec. Denerwowało mnie to. Przerażało. Myślałam, że zawsze tak będzie...
Zatrzymał się, ale nie wylądował.
Unosił się w powietrzu. W końcu na mnie spojrzał.
- Zmęczyłem się. - oznajmił krótko bez żadnych emocji. Faktycznie nie wyglądał dobrze, o ile tego określenia w ogóle można użyć co do jego osoby.
- I co z tego? - odpowiedziałam żałośnie aroganckim tonem, próbując nadal okazywać moją niechęć do niego, mimo, że już dawno jej nie było.
- Widzisz tamto drzewo? - zapytał i wskazał palcem na ogromną koronę lśniącą zielenią.
- Tak i co?
- Tam się zatrzymamy na noc. - powiedział i ruszył we wskazanym wcześniej kierunku. Jego pomysł wydał mi się absurdalny. Jak można nocować w drzewie? Olśniło mnie, że ta pozbawiona uczuć i jakiejkolwiek kultury istota znała świat lepiej, niż wszyscy geografowie, historycy i teologowie. A może po prostu sprawiał takie wrażenie? Mylne wrażenie? Nie, na pewno nie!
Posłusznie ruszyłam za nim i z wdziękiem wylądowałam przed ogromnym pniem. Z ziemi był dziesięć razy większy niż wydawało mi się wcześniej. Moją uwagę przykuła tabliczka przybita do drzewa odrobinę za długim gwoździem, po którym spływała powoli krew. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że jest za o wiele czystsza niż ludzka. Na tabliczce widniał napis ,, Wszystko co nieludzkie nie jest dozwolone na terenie zajętym przez ludzi''
Gabriel był w szoku. Na jego twarzy malował się smutek i przerażenie. A jednak miał uczucia! Głęboko ukryte, ale miał. Uspokoił się i delikatnie odczepił od drzewa tabliczkę. Potem je przytulił oczywiście nie obejmując nawet jego połowy, przez to, że obwód drzewa był o wiele dłuższy niż jego ręce.
-Będzie dobrze, jestem tu, jestem...- mówił do pnia a ja nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Człowiek, który wydawał się być tylko twardą skorupą osłaniającą zamrożone serce, okazywał najszczersze uczucia i współdzielił ból z drzewem! Niemożliwe... Ale...ale...piękne...
Gałęzie drzewa zaczęły się poruszać aż w końcu z dwóch najgrubszych ukształtowały się ręce, które odwzajemniły delikatnie uścisk Gabriela.
Ten widok był jeszcze bardziej wzruszający. Z pnia zaczęła wyłaniać się twarz dość młodej kobiety. W końcu chłopak odsunął się od drzewa i patrzył z nadzieją, jak zamienia się ono w piękną dziewczynę, której ciało miało kolor drewna, bo prawdopodobnie z niego było stworzone, a włosy były z liści, tak jak jej sukienka. Otworzyła swoje duże, zielone oczy i położyła dłonie na sercu. Zaczęły delikatnie świecić. Dopiero teraz dostrzegłam na jej szyi krew. Gabriel znowu ją przytulił, ale tym razem porządnie, bo jako forma przypominająca ludzką była bardzo zgrabna.
- Jestem...już jestem...- powtórzył zdruzgotany chłopak. Chyba nie mógł uwierzyć w to, co zrobili ludzie i zapałał do nich jeszcze większym wstrętem. Ja w tej chwili też odczułam coś takiego... Chociaż przecież głęboko wierzyłam, że to, co zabiło mojego ukochanego, nie jest człowiekiem i nie ma z nim nic wspólnego.
Teraz zobaczyłam, że nawet jeśli tak jest, to nie usprawiedliwia to okrutności i agresji ludzkości. I ucieszyłam się, że mój skarb pozwolił mi oderwać się od świata, w którym więziono mnie całe życie.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
wykorzystam tą notkę żeby złożyć życzenia szczęścia, zdrowia, smacznej kolacji, pijanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku pełnego natchnień, kreatywności i sukcesów wszystkim, którzy czytają moje opowiadanie. Wesołych świąt ;)
Zerkałam na niego odruchowo, zupełnie bez przyczyny. Bez najmniejszego powodu mój wzrok uciekał na jego majestatyczny lot. Przy czym mój lot stawał się jeszcze bardziej komiczny... On nawet na mnie nie patrzył. Widać to dla niego tylko praca...
Zupełnie straciłam poczucie czasu i nie wiedziałam nawet, gdzie byliśmy. Nie patrzyłam w dół. Miałam świadomość, że tam był ten okropny świat, od którego tak bardzo chciałam uciec. Denerwowało mnie to. Przerażało. Myślałam, że zawsze tak będzie...
Zatrzymał się, ale nie wylądował.
Unosił się w powietrzu. W końcu na mnie spojrzał.
- Zmęczyłem się. - oznajmił krótko bez żadnych emocji. Faktycznie nie wyglądał dobrze, o ile tego określenia w ogóle można użyć co do jego osoby.
- I co z tego? - odpowiedziałam żałośnie aroganckim tonem, próbując nadal okazywać moją niechęć do niego, mimo, że już dawno jej nie było.
- Widzisz tamto drzewo? - zapytał i wskazał palcem na ogromną koronę lśniącą zielenią.
- Tak i co?
- Tam się zatrzymamy na noc. - powiedział i ruszył we wskazanym wcześniej kierunku. Jego pomysł wydał mi się absurdalny. Jak można nocować w drzewie? Olśniło mnie, że ta pozbawiona uczuć i jakiejkolwiek kultury istota znała świat lepiej, niż wszyscy geografowie, historycy i teologowie. A może po prostu sprawiał takie wrażenie? Mylne wrażenie? Nie, na pewno nie!
Posłusznie ruszyłam za nim i z wdziękiem wylądowałam przed ogromnym pniem. Z ziemi był dziesięć razy większy niż wydawało mi się wcześniej. Moją uwagę przykuła tabliczka przybita do drzewa odrobinę za długim gwoździem, po którym spływała powoli krew. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że jest za o wiele czystsza niż ludzka. Na tabliczce widniał napis ,, Wszystko co nieludzkie nie jest dozwolone na terenie zajętym przez ludzi''
Gabriel był w szoku. Na jego twarzy malował się smutek i przerażenie. A jednak miał uczucia! Głęboko ukryte, ale miał. Uspokoił się i delikatnie odczepił od drzewa tabliczkę. Potem je przytulił oczywiście nie obejmując nawet jego połowy, przez to, że obwód drzewa był o wiele dłuższy niż jego ręce.
-Będzie dobrze, jestem tu, jestem...- mówił do pnia a ja nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Człowiek, który wydawał się być tylko twardą skorupą osłaniającą zamrożone serce, okazywał najszczersze uczucia i współdzielił ból z drzewem! Niemożliwe... Ale...ale...piękne...
Gałęzie drzewa zaczęły się poruszać aż w końcu z dwóch najgrubszych ukształtowały się ręce, które odwzajemniły delikatnie uścisk Gabriela.
Ten widok był jeszcze bardziej wzruszający. Z pnia zaczęła wyłaniać się twarz dość młodej kobiety. W końcu chłopak odsunął się od drzewa i patrzył z nadzieją, jak zamienia się ono w piękną dziewczynę, której ciało miało kolor drewna, bo prawdopodobnie z niego było stworzone, a włosy były z liści, tak jak jej sukienka. Otworzyła swoje duże, zielone oczy i położyła dłonie na sercu. Zaczęły delikatnie świecić. Dopiero teraz dostrzegłam na jej szyi krew. Gabriel znowu ją przytulił, ale tym razem porządnie, bo jako forma przypominająca ludzką była bardzo zgrabna.
- Jestem...już jestem...- powtórzył zdruzgotany chłopak. Chyba nie mógł uwierzyć w to, co zrobili ludzie i zapałał do nich jeszcze większym wstrętem. Ja w tej chwili też odczułam coś takiego... Chociaż przecież głęboko wierzyłam, że to, co zabiło mojego ukochanego, nie jest człowiekiem i nie ma z nim nic wspólnego.
Teraz zobaczyłam, że nawet jeśli tak jest, to nie usprawiedliwia to okrutności i agresji ludzkości. I ucieszyłam się, że mój skarb pozwolił mi oderwać się od świata, w którym więziono mnie całe życie.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
wykorzystam tą notkę żeby złożyć życzenia szczęścia, zdrowia, smacznej kolacji, pijanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku pełnego natchnień, kreatywności i sukcesów wszystkim, którzy czytają moje opowiadanie. Wesołych świąt ;)
środa, 4 grudnia 2013
Rozdział 2 cz. 2
Wylądowałam na ziemi i kompletnie nie wiedziałam, co się ze mną działo. W moich oczach wszystko było rozmazane, ale mogłam wyraźnie zobaczyć rany na rękach. Dlaczego? Dlatego, że dzięki mojemu pechowi wpadłam prosto w koronę drzewa, zamiast normalnie się odbić od gałęzi. Przecież jeden siniak to za mało! Uhh...
Wzrok mi wrócił i minęły zawroty głowy. Zaczęłam otrzepywać się z liści i patyków. Wyglądałam jak zwierze...
Usłyszałam dochodzący zza drzewa śmiech. Jeszcze tego brakowało. Nie dość, że moją epicką, majestatyczną ucieczkę popsuło drzewo, to jeszcze Gabriel.
- Co latawcu, nie wyszło? - zadrwił ze mnie. Miałam ochotę wydrapać mu oczy i rzucić ptakom na pożarcie, ale szkoda mi ptaków. Wstałam i uderzyłam go pięścią w ramię.
- Możemy się stąd zmywać? - odpowiedziałam tak samo złośliwie i uderzyłam go jeszcze raz.
- Przeproś - rzucił krótko i odwrócił się do mnie plecami. Co za kretyn!
-Niby za co?
- Nie wierzyłaś mi
- Ale z ciebie dzieciuch.
- Przeproś, idiotko!
- Teraz to ty mnie przeproś.
- Za co?
- Obraziłeś mnie.
- Mówiąc do Ciebie po imieniu Cię obraziłem? Zabawna jesteś.
- Ty kretynie.
- Kretynko.
- Idziesz ze mną czy nie?! Nie ważne o ile drzew uderzę, przynajmniej nie skończę na krześle elektrycznym. Nie jesteś mi potrzebny. Moje dobre serce pozwala ci iść.
- HA HA HA - wyśmiał mnie i z powrotem spojrzał na moją twarz. W jego oczach jest taki piękny błysk i...
uśmiecha się tak pięknie...
O nie, to przez to głupie drzewo przewraca mi się w głowie!
Nie mogę tak myśleć, nie wolno mi! Moje wszelkie uczucia musi zastąpić nicość, pustka. Tak będzie lepiej...dla mnie. Teraz widziałam, jaka ze mnie egoistka. Ale naprawdę nie chcę odpowiadać za cudze winy! Nigdy nie prosiłam nikogo, żeby o mnie dbał, ale był człowiek, który robił to...od tak! Tak dla mnie. Był najwspanialszy na świecie i kochał mnie najbardziej jak tylko potrafił mimo moich wszystkich wad, mimo moich przejawów egoizmu i mimo tego, że musiał uważać na mnie jak na największą ofermę na świecie. Nie mogłam teraz tak po prostu spojrzeć na innego mężczyznę jak na niego. On nadal był w moim sercu i musiał zostać tam na zawsze, skoro nie mógł być w moich ramionach!
Rozwinęłam skrzydła i rzuciłam na Gabriela pełne pogardy spojrzenie. Nie miał kto się mną zaopiekować, trochę szkoda, że on nie chciał mi pomóc...
- No dobrze latawcu, mogę z tobą iść. Ale gramy na moich zasadach! - powiedział a ja oderwałam się od ziemi. Nie wiem dlaczego, ale niesamowicie mnie to ucieszyło. Lepiej, żeby nie widział mojego entuzjazmu. On wiedział, gdzie był morderca. On mógł mi pomóc pomścić mój skarb.
Wzrok mi wrócił i minęły zawroty głowy. Zaczęłam otrzepywać się z liści i patyków. Wyglądałam jak zwierze...
Usłyszałam dochodzący zza drzewa śmiech. Jeszcze tego brakowało. Nie dość, że moją epicką, majestatyczną ucieczkę popsuło drzewo, to jeszcze Gabriel.
- Co latawcu, nie wyszło? - zadrwił ze mnie. Miałam ochotę wydrapać mu oczy i rzucić ptakom na pożarcie, ale szkoda mi ptaków. Wstałam i uderzyłam go pięścią w ramię.
- Możemy się stąd zmywać? - odpowiedziałam tak samo złośliwie i uderzyłam go jeszcze raz.
- Przeproś - rzucił krótko i odwrócił się do mnie plecami. Co za kretyn!
-Niby za co?
- Nie wierzyłaś mi
- Ale z ciebie dzieciuch.
- Przeproś, idiotko!
- Teraz to ty mnie przeproś.
- Za co?
- Obraziłeś mnie.
- Mówiąc do Ciebie po imieniu Cię obraziłem? Zabawna jesteś.
- Ty kretynie.
- Kretynko.
- Idziesz ze mną czy nie?! Nie ważne o ile drzew uderzę, przynajmniej nie skończę na krześle elektrycznym. Nie jesteś mi potrzebny. Moje dobre serce pozwala ci iść.
- HA HA HA - wyśmiał mnie i z powrotem spojrzał na moją twarz. W jego oczach jest taki piękny błysk i...
uśmiecha się tak pięknie...
O nie, to przez to głupie drzewo przewraca mi się w głowie!
Nie mogę tak myśleć, nie wolno mi! Moje wszelkie uczucia musi zastąpić nicość, pustka. Tak będzie lepiej...dla mnie. Teraz widziałam, jaka ze mnie egoistka. Ale naprawdę nie chcę odpowiadać za cudze winy! Nigdy nie prosiłam nikogo, żeby o mnie dbał, ale był człowiek, który robił to...od tak! Tak dla mnie. Był najwspanialszy na świecie i kochał mnie najbardziej jak tylko potrafił mimo moich wszystkich wad, mimo moich przejawów egoizmu i mimo tego, że musiał uważać na mnie jak na największą ofermę na świecie. Nie mogłam teraz tak po prostu spojrzeć na innego mężczyznę jak na niego. On nadal był w moim sercu i musiał zostać tam na zawsze, skoro nie mógł być w moich ramionach!
Rozwinęłam skrzydła i rzuciłam na Gabriela pełne pogardy spojrzenie. Nie miał kto się mną zaopiekować, trochę szkoda, że on nie chciał mi pomóc...
- No dobrze latawcu, mogę z tobą iść. Ale gramy na moich zasadach! - powiedział a ja oderwałam się od ziemi. Nie wiem dlaczego, ale niesamowicie mnie to ucieszyło. Lepiej, żeby nie widział mojego entuzjazmu. On wiedział, gdzie był morderca. On mógł mi pomóc pomścić mój skarb.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


