wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 2 cz. 3+ Wesołych świąt ;)

Oderwał się od Ziemi i wyleciał przede mnie na pokrytych lśniącymi łuskami, smoczych skrzydłach.
Zerkałam na niego odruchowo, zupełnie bez przyczyny. Bez najmniejszego powodu mój wzrok uciekał na jego majestatyczny lot. Przy czym mój lot stawał się jeszcze bardziej komiczny... On nawet na mnie nie patrzył. Widać to dla niego tylko praca...
Zupełnie straciłam poczucie czasu i nie wiedziałam nawet, gdzie byliśmy. Nie patrzyłam w dół. Miałam świadomość, że tam był ten okropny świat, od którego tak bardzo chciałam  uciec. Denerwowało  mnie to. Przerażało. Myślałam, że zawsze tak będzie...
Zatrzymał się, ale nie wylądował.
Unosił się w powietrzu. W końcu na mnie spojrzał.
- Zmęczyłem się. - oznajmił krótko bez żadnych emocji. Faktycznie nie wyglądał dobrze, o ile tego określenia w ogóle można użyć co do jego osoby.
- I co z tego? - odpowiedziałam żałośnie aroganckim tonem, próbując nadal okazywać moją niechęć do niego, mimo, że już dawno jej nie było.
- Widzisz tamto drzewo? - zapytał i wskazał palcem na ogromną koronę lśniącą zielenią.
- Tak i co?
- Tam się zatrzymamy na noc. - powiedział i ruszył we wskazanym wcześniej kierunku. Jego pomysł wydał mi się absurdalny. Jak można nocować w drzewie? Olśniło mnie, że ta pozbawiona uczuć i jakiejkolwiek kultury istota znała świat lepiej, niż wszyscy geografowie, historycy i teologowie. A może po prostu sprawiał takie wrażenie? Mylne wrażenie? Nie, na pewno nie!
Posłusznie ruszyłam za nim i z wdziękiem wylądowałam przed ogromnym pniem. Z ziemi był dziesięć razy większy niż wydawało mi się wcześniej. Moją uwagę przykuła tabliczka przybita do drzewa odrobinę za długim gwoździem, po którym spływała powoli krew. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że jest za o wiele czystsza niż ludzka. Na tabliczce widniał napis ,, Wszystko co nieludzkie nie jest dozwolone na terenie zajętym przez ludzi''
Gabriel był w szoku. Na jego twarzy malował się smutek i przerażenie. A jednak miał uczucia! Głęboko ukryte, ale miał. Uspokoił się i delikatnie odczepił od drzewa tabliczkę. Potem je przytulił oczywiście nie obejmując nawet jego połowy, przez to, że obwód drzewa był o wiele dłuższy niż jego ręce.
-Będzie dobrze, jestem tu, jestem...- mówił do pnia a ja nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Człowiek, który wydawał się być tylko twardą skorupą osłaniającą zamrożone serce, okazywał najszczersze uczucia i współdzielił ból z drzewem! Niemożliwe... Ale...ale...piękne...
Gałęzie drzewa zaczęły się poruszać aż w końcu z dwóch najgrubszych ukształtowały się ręce, które odwzajemniły delikatnie uścisk Gabriela. 
Ten widok był jeszcze bardziej wzruszający. Z pnia zaczęła wyłaniać się twarz dość młodej kobiety. W końcu chłopak odsunął się od drzewa i patrzył z nadzieją, jak zamienia się ono w piękną dziewczynę, której ciało miało kolor drewna, bo prawdopodobnie z niego było stworzone, a włosy były z liści, tak jak jej sukienka. Otworzyła swoje duże, zielone oczy i położyła dłonie na sercu. Zaczęły delikatnie świecić. Dopiero teraz dostrzegłam na jej szyi krew. Gabriel znowu ją przytulił, ale tym razem porządnie, bo jako forma przypominająca ludzką była bardzo zgrabna.
- Jestem...już jestem...- powtórzył zdruzgotany chłopak. Chyba nie mógł uwierzyć w to, co zrobili ludzie i zapałał do nich jeszcze większym wstrętem. Ja w tej chwili też odczułam coś takiego... Chociaż przecież głęboko wierzyłam, że to, co zabiło mojego ukochanego, nie jest człowiekiem i nie ma z nim nic wspólnego.
Teraz zobaczyłam, że nawet jeśli tak jest, to nie usprawiedliwia to okrutności i agresji ludzkości. I ucieszyłam się, że mój skarb pozwolił mi oderwać się od świata, w którym więziono mnie całe życie.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
wykorzystam tą notkę żeby złożyć życzenia szczęścia, zdrowia, smacznej kolacji, pijanego sylwestra i szczęśliwego nowego roku pełnego natchnień, kreatywności i sukcesów wszystkim, którzy czytają moje  opowiadanie. Wesołych świąt ;)

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 2 cz. 2

Wylądowałam na ziemi i kompletnie nie wiedziałam, co się ze mną działo. W moich oczach wszystko było rozmazane, ale mogłam wyraźnie zobaczyć rany na rękach. Dlaczego? Dlatego, że dzięki mojemu pechowi wpadłam prosto w koronę drzewa, zamiast normalnie się odbić od gałęzi. Przecież jeden siniak to za mało! Uhh...
Wzrok mi wrócił i minęły zawroty głowy. Zaczęłam otrzepywać się z liści i patyków. Wyglądałam jak zwierze...
Usłyszałam dochodzący zza drzewa śmiech. Jeszcze tego brakowało. Nie dość, że moją epicką, majestatyczną ucieczkę popsuło drzewo, to jeszcze Gabriel.
- Co latawcu, nie wyszło? - zadrwił ze mnie. Miałam ochotę wydrapać mu oczy i rzucić ptakom na pożarcie, ale szkoda mi ptaków. Wstałam i uderzyłam go pięścią w ramię.
- Możemy się stąd zmywać? - odpowiedziałam tak samo złośliwie i uderzyłam go jeszcze raz.
- Przeproś - rzucił krótko i odwrócił się do mnie plecami. Co za kretyn!
-Niby za co?
- Nie wierzyłaś mi
- Ale z ciebie dzieciuch.
- Przeproś, idiotko!
- Teraz to ty mnie przeproś.
- Za co?
- Obraziłeś mnie.
- Mówiąc do Ciebie po imieniu Cię obraziłem? Zabawna jesteś.
- Ty kretynie.
- Kretynko.
- Idziesz ze mną czy nie?! Nie ważne o ile drzew uderzę, przynajmniej nie skończę na krześle elektrycznym. Nie jesteś mi potrzebny. Moje dobre serce pozwala ci iść.
- HA HA HA - wyśmiał mnie i z powrotem spojrzał na moją twarz. W jego oczach jest taki piękny błysk i...
uśmiecha się tak pięknie...
O nie, to przez to głupie drzewo przewraca mi się w głowie!
Nie mogę tak myśleć, nie wolno mi! Moje wszelkie uczucia musi zastąpić nicość, pustka. Tak będzie lepiej...dla mnie. Teraz widziałam, jaka ze mnie egoistka. Ale naprawdę nie chcę odpowiadać za cudze winy! Nigdy nie prosiłam nikogo, żeby o mnie dbał, ale był człowiek, który robił to...od tak! Tak dla mnie. Był najwspanialszy na świecie i kochał mnie najbardziej jak tylko potrafił mimo moich wszystkich wad, mimo moich przejawów egoizmu i mimo tego, że musiał uważać na mnie jak na największą ofermę na świecie. Nie mogłam teraz tak po prostu spojrzeć na innego mężczyznę jak na niego. On nadal był w moim sercu i musiał zostać tam na zawsze, skoro nie mógł być w moich ramionach!
Rozwinęłam skrzydła i rzuciłam na Gabriela pełne pogardy spojrzenie. Nie miał kto się mną zaopiekować, trochę szkoda, że on nie chciał mi pomóc...
- No dobrze latawcu, mogę z tobą iść. Ale gramy na moich zasadach! - powiedział a ja oderwałam się od ziemi. Nie wiem dlaczego, ale niesamowicie mnie to ucieszyło. Lepiej, żeby nie widział mojego entuzjazmu. On wiedział, gdzie był morderca. On mógł mi pomóc pomścić mój skarb.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 2

Nocowałam u rodziców. Nie cierpiałam tego miejsca, ale nie miałam wyjścia. Ostatnio za dużo myślałam i to mnie dodatkowo przygnębiało. Zdałam sobie sprawę, że byłam podejrzana o morderstwo. Żałobnicy patrzyli na mnie krzywo... nawet pani Martin, która zawsze była mi bliska. Poczucie odrzucenia nie należało do najprzyjemniejszych, tym bardziej, że byłam oskarżana bezpodstawnie o coś tak obrzydliwego. Nie mogłabym skrzywdzić tych ludzi. Nie mogłabym odebrać im tak cennych żyć.
Pocieszałam się tym, że Gabriel nie miał racji... nie byłam zwierzęciem, miałam uczucia, które dopiero teraz się we mnie obudziły...bo już wiedziałam, że było za późno.
Ten ból i tęsknota uderzyły we mnie tak nagle i z tak ogromną siłą! Wciąż miałam przed oczami obraz zalewającej się czerwienią wody. Ciężko mi było przyjąć do wiadomości, że już nigdy nie będzie jak dawniej. Czułam się bezradna i samotna. Nie było przy mnie mojego anioła...
Jedyne co mogłam dla niego zrobić to pomścić go...pomścić ich wszystkich...ale nie wiedziałam, czy taka drobna, spokojna, cicha dziewczynka, która nie ma w sobie ani grama wiary ani radości jest w stanie cokolwiek zrobić. Było we mnie jeszcze więcej nienawiści niż wczoraj.
Dodatkowo zastanawiała mnie postać Gabriela... to, co mi pokazał, wydawało się tak bardzo realistyczne...a może to tylko sen? Może tylko mi się przyśnił? Kolejny żart mający na celu zniszczenie mojej psychiki? Los znowu się mną bawi? Musiałam się dowiedzieć, bo Gabriel mógł być kluczem do rozwiązania tej całej sprawy i do odnalezienia mordercy.
Wyszłam z pokoju i zachwiałam się. Zupełnie bez przyczyny straciłam równowagę. Na szczęście zdążyłam się oprzeć o rzeźbioną poręcz schodów i nie spadłam. Wróciłam do pozycji wyprostowanej i westchnęłam dumna z siebie. Na dole stała jakaś kobieta i patrzyła na mnie z pogardą. Była ubrana na czarno, więc obstawiłam, że to jedna z żałobników, którą moi rodzice przenocowali. Hm wydaje mi się, że mój upadek byłby jej bardzo na rękę. Poprawiłam czarną sukienkę i uśmiechnęłam się sztucznie. Kobieta odwróciła się na pięcie i odeszła wręcz kipiąc nienawiścią do mnie. Cóż za nieszczęście ją biedną spotkało, że musiała przebywać pod tym samym dachem co potencjalna morderczyni! Może mi nie wierzyć, ha! Mogą mi wszyscy nie wierzyć! Ale ja wiem, że nie zrobiłam tego, a to ścierwo, które jest za to odpowiedzialne, jest gdzieś niedaleko!
Słyszę płacz dochodzący z kuchni. Wydawało mi się, że to moja mama. Przyznam, że trochę mnie to zaniepokoiło. Tylko trochę, bo przecież atmosfera była tutaj od jakiegoś czasu nieciekawa, a płacz jest czymś normalnym. Jednak moja mama była całkiem silną kobietą i na pewno nie płakała bez powodu. Zaciekawiona weszłam do pomieszczenia. Wiedziałam!
Rodzice rozmawiali z dwoma policjantami, którzy na domiar złego nie wyglądali na przyjaznych. Przecież nic mi nie mogą zrobić, nie mają dowodów! Chyba, że fakt, że jeszcze żyję, jest wystarczającym dowodem...
- Pójdziesz z nami - oznajmił szorstko jeden z mężczyzn.
-Areszt?! Czy ona trafi do więzienia?!- denerwowała się mama, wciąż krztusząc się łzami.
- Najprawdopodobniej tak. - odpowiedział policjant. Na całe szczęście mimo wszystko nadal byłam bezuczuciową istotą. A przynajmniej miałam nadzieję, że tak było. Gdyby to, co mówił Gabriel było prawdą... No cóż, można spróbować.
- Najprawdopodobniej NIE- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się tak złośliwie jak nigdy wcześniej w życiu. Mój biedny Lukas by mnie nie poznał...
-Chyba nie chcesz, żebym cię skuł? - troskliwie ,,zapytał'' drugi policjant, udając miłego. Ja wiedziałam, że nie był miły... Nie odpowiedziałam. Próbowałam uwierzyć w słowa Gabriela. Próbowałam, ale... nie mogłam. No cóż, chyba nie miałam wyjścia. Musiałam się wściec.
- Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź? - rzuciłam arogancko. Zauważyłam, że w drzwiach stanęła tamta kobieta, którą wcześniej widziałam. Nie nocowała tu, po prostu doniosła policji o moim położeniu i grzecznie ich tu przyprowadziła. Uważnie przysłuchiwała się dyskusji z wstrętną satysfakcją na twarzy. Brzydziła mnie. Policjant przewrócił oczami i mocno złapał mnie za nadgarstki. Zabolało. To wystarczyło, nienawidziłam bólu i nie pozwalałam go sobie zadawać.
Poczułam dziwne dreszcze na plecach. Nie potrafię opisać tego uczucia, ale było dość...przyjemne...Napełniło mnie ciekawym spokojem i siłą, której tak bardzo potrzebowałam. Cieszyłam się później, że wybrałam na ten dzień sukienkę z dużym wycięciem na plecach. Zrozumiałam, dlaczego Gabriel nazwał mnie krukiem. Uwierzyłam mu, bo z moich pleców wyrosły czarne, duże, piękne skrzydła. Wszyscy w pomieszczeniu byli przerażeni. No cóż, to był mój ogromny błąd, bo teraz uznają mnie za potwora i na pewno uznają za winną. Ale...było warto! Zaczęłam poruszać moimi nowymi nabytkami i w końcu uniosłam się ku większemu przerażeniu obserwatorów. Coś do mnie mówili, ale byłam zbyt szczęśliwa, by ich słyszeć. I odpychając policjantów i wredną kobietę wydostałam się z kuchni, po czym uderzyłam z całą siłą w okno w suficie. Zbiłam je i wyleciałam czując skrawki szła przecinające mi skórę. Ale to nie było ważne. Leciałam. Widziałam wszystko z góry i czułam, jak wiatr przeczesywał mi włosy i gładził moje ciało. Czułam się tak wspaniale! Niezapomniane uczucie! Najpiękniejsze uczucie, jakiego w życiu doznałam! Do momentu, w którym uderzyłam w drzewo...

wtorek, 5 listopada 2013

:(

Wszystko jest beznadziejne i okrutne i odciąga mnie od pisania
I tak nikt tego nie czyta...
Spróbuję w tym tygodniu coś dodać :(

niedziela, 27 października 2013

Hej hej ;)

Trzeci dzień i cisza
Byłabym naprawdę wdzięczna za jakiekolwiek komentarze
Chciałabym wiedzieć ile osób tak naprawdę to czyta i ilu osobom się podoba, żeby widzieć sens w dalszym pisaniu
Ciąg dalszy będzie później...
Miłego dnia ;)

sobota, 26 października 2013

Dzień dobry ;)

Mało osób tu zagląda. Szkoda, ale blog istnieje dopiero od wczoraj, więc mam nadzieję, że się to jakoś rozkręci ;)



,,Może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzy­deł, ale naj­ważniej­sze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć. ''

Rozdział 1 część 2

Chłopak siedział na jednym z nagrobków. Wyglądał zabójczo pięknie! Nie...nie wolno mi tak myśleć.
Było jeszcze jasno, ale przeszły mnie ciarki. Znów miałam złe przeczucia.
Podeszłam zdenerwowana do Gabriela. Uśmiechnął się. W tym jego uśmiechu zobaczyłam jakieś zadowolenie, satysfakcję. On wiedział, że przyjdę wcześniej. Więc co się stanie o północy?
- Wyjaśnij mi to wszystko, kretynie! - krzyknęłam nie zważając na przemierzające chodnikiem cmentarz staruszki.
- Może grzeczniej? - zadrwił.
- Nie! Gadaj! - nalegałam wciąż podniesionym głosem.
- Usiądź. - powiedział spokojnie i wskazał mi miejsce obok siebie na marmurowej płycie. Kiwnęłam przecząco głową. Nie miałam zamiaru zbliżać się do niego aż tak bardzo ani tym bardziej siadać na zimnym, prawdopodobnie brudnym podłożu - No skoro nie chcesz... W takim razie zacznę mówić. Wyobraź sobie istoty tak bardzo podobne do ludzi, że potrafiły ukryć się między nimi i żyć jak oni. Istoty, których istnienie zostało zatuszowane przez władze bojące się o własne interesy. Starożytny ród, który od wieków żywi się strachem.
-Przejdź do rzeczy! - marudziłam, bo moja wyobraźnia odmawiała mi posłuszeństwa.
- Milcz. - odpowiedział nadal spokojnie i kontynuował - Nie jesteśmy potworami. Ani demonami. Ani zjawami. Jesteśmy czymś w rodzaju mutantów. Pozornie łagodni, póki się nas nie sprowokuje. Ale istnieją tacy, dla których strach to za mało. Owe istoty zjadają ludzkie serca. Każdy z nas przybiera inną formę. Zwierzęcą. A zwierzęta mają instynkt. Dlatego wyczułaś, że coś ze mną nie tak. - w reakcji na opowieść  przewróciłam arogancko oczami. Nie byłam zwierzęciem a to co mówił Gabriel wydało mi się być zwykłą legendą. Jego zaangażowanie w opowieść i wiara w to co mówił były dla mnie zwyczajnie żałosne.
- Udowodnij. - rzuciłam po chwili namysłu.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie!
- Kretyn.
-Idiotka
- Świr! Dziwak! Psychol! Głupek! - wyzywałam go z błyskiem w oku. Powód? Powiedział, że trzeba ,,ich'' sprowokować. Kto jak kto ale ja jestem w tym mistrzynią. I udało mi się.
Jego oczy zalały się czerwienią. Dosłownie, nie pozostał w nich żaden inny kolor. 
Co ciekawsze, jego dłonie zmieniły swoją postać. Pokryły się blado-czerwonymi łuskami a z kostek wystawały szpony prawie jak u Wolverina. Przerażające, naprawdę przerażające. Więc...dlaczego ja się nie bałam? Ciekawiło mnie to. To tylko ciekawość... Chłopak był wkurzony. Niedobrze...
- Zadowolona?! - zapytał dość agresywnie i szybko wrócił do swojej pierwotnej formy, bo przecież  tu byli tu ludzie.
- Jasne. Mów dalej. - byłam bezczelna, fakt, ale czasami bywało to dla mnie korzystne.
- Co chcesz jeszcze wiedzieć?!
- Lukas też taki był?
- Nie, zrzekł się tego w chwili, w której oddał ci medalion.
- Co proszę?
- Głupia... medalion ma cię chronić przed ciemnością, w której kryją się bestie. Takie, jak te, które zaatakowały autobus. Ten symbol jest źródłem mutacji. Wystarczyło, że raz przyłożyłaś go do swojego ciała, a stałaś się taka jak ja. Lukas wtedy przestał taki być i nie był zdolny do samoobrony. I do nieśmiertelności. Wolał, żebyś to ty była bezpieczna. Póki masz to słońce, ciemność cię nie skrzywdzi. Głupi, naiwny...
- Nie obrażaj go! Kim ty w ogóle jesteś?!
- Jestem jego kuzynem. Co cię to interesuje?
- Wyobraź sobie, że interesuje. Twierdzisz, że skoro dostałam medalion  mogę sobie mutować na zawołanie? - zadrwiłam z niego. Jak zwykle nie potrafiłam przybrać poważnej postawy nawet w takiej sytuacji. W moich oczach nadal był żałosny, mimo, że udowodnił, iż mówi prawdę. 
-Tak twierdzę. Najpierw się musisz tego nauczyć.
- Nie bądź śmieszny. Fajny efekt i fajna bajeczka, ale ja muszę znaleźć prawdziwego mordercę a nie jakąś mityczną istotę. Zmarnowałeś mój cenny czas. - powiedziałam, odwróciłam się i westchnęłam. Miałam zamiar wrócić do domu.
- Był dzisiaj na pogrzebie. Chodzi do twojej szkoły. Nazwiska nie znam. I tak nic nie zdziałasz, jeśli mnie nie posłuchasz. - oznajmił Gabriel a moje serce przyspieszyło. - Nie wierzysz mi nadal? Chociaż udowodniłem ci, że to wszystko to prawda? Uparta z ciebie osóbka. Jak myślisz, dlaczego nie jesteś zdolna do łez? Ty nigdy nie płakałaś. Nigdy! Nie dlatego, że jesteś silna. Jesteś wewnątrz zwierzęciem niezdolnym do okazywania głębokich uczuć. W końcu to zrozumiesz, ale może być wtedy za późno...- kontynuował coraz bardziej działając mi na nerwy. Zacisnęłam pięści bo rozsadzała mnie złość od środka.
- Panie wszechwiedzący, obstawiam, że wiesz, gdzie mieszkam. Pozbądź się tego trupa stamtąd. Ohyda. Wtedy pogadamy. A ja wracam do żałobników. W końcu wypada, żebym tam była... - jak  zwykle arogancko odpowiedziałam i skierowałam się do bramy. Dość informacji na dziś. I nadal nie wiedziałam, skąd wziął się ten wstrętny pająk!